Drukuj

Jest czerwiec 1983r od półtora roku kraj pogrążony jest w Stanie Wojennym.

Dosyć skutecznie chociaż może niezbyt brutalnie pozbawiono naród marzeń o wolności rozbudzonych w czasie odwilży posierpniowej. Plan władzy był prosty zneutralizować ośrodki decyzyjne opozycji poprzez internowanie działaczy opozycyjnych i zastraszenie społeczeństwa przez obecność oddziałów wojskowo-milicyjnych na ulicach.Starano się też nie dopuszczać do jakichkolwiek większych zgromadzeń aby nie dać poczucia siły narodu. Dlatego tak skwapliwie rozpędzano takie zgromadzenia jak w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu gdzie Msze za Ojczyznę odprawiał ks. Jerzy Popiełuszko.

Właśnie w czerwcu tego roku ogarnięty stanem wojennym kraj chce odwiedzić papież Jan Paweł II. Parafia Garwolin bardzo aktywnie zaangażowała się w tą pielgrzymkę. Zorganizowano wyjazd na powitanie Ojca św. pod przewodnictwem księży Sławomira Żarskiego i Stanisława Bieńki. Nie wiem ile mogło pojechać wtedy ludzi ale na pewno było nas widać . Mieliśmy transparenty, tablice,kwiaty, nagłośnienie, grupę muzyczną Oazy Żywego Kościoła i oczywiście Orkiestra Ochotniczej Straży Pożarnej z Garwolina będąca wtedy u szczytu sławy po sukcesach Koszalinie gdzie zdobyła tytuł najlepszej orkiestry OSP w kraju. Prezentowała się wspaniale z werblistami w pierwszym rzędzie i repertuarem pielgrzymkowym wspaniale opracowanym przez kapelmistrza Tadeusza Miętusa.

Przywieziono nas w okolice Pomnika Lotnika w okolicach ul. Raszyńskiej. Ustawiliśmy się w kolumnę i przeszliśmy na ulicę Żwirki i Wigury chyba w okolice akademików. Tam czekaliśmy na kolumnę papieską. Trwało to dosyć długo. Czas wypełniały nam modlitwy i muzyka. Grała orkiestra i śpiewała grupa oazowa. Dużo było milicji i służb  porządkowych. Milicja jednak wydawało się że przyszła również witać Papieża.

Ja uczestniczyłem w tym wydarzeniu w komży ministranta i z aparatem w ręku. Chyba nie byłem wtedy zadowolony ze zdjęć które zrobiłem. Nie były najlepszej jakości ale ciągle były problemy z materiałami fotograficznymi i chyba umiejętności fotografa też zostawiały wiele do życzenia więc wyszły jak wyszły.

Nadjechała kolumna z papamobile. Jechała dosyć szybko, papież nie zatrzymywał się tak jak podczas pierwszej pielgrzymki ale po zamachu na placu św. Piotra było chyba zrozumiałe. Jak widać na zdjęciach papież dostrzegł i pobłogosławił nasz garwoliński komitet powitalny. Pojechał dalej do katedry na Starym Mieście. My poszliśmy zwartym pochodem za nim. Nie wiem ile innych grup poszło za nami ale zrobił się niezły pochód. Szliśmy ulicą Żwirki Wigury, Marchlewskiego ob. Jana Pawła II koło dworca Warszawa Centralna, potem Świętokrzyską, Mazowiecką i chyba Senatorską doszliśmy do Placu Zamkowego. Przeszliśmy z pochodem prawie jak na Pierwszego Maja przez całą Warszawę. Za nami szły ekipy zachodnich telewizji które nagrywały nasz korowód. Olbrzymie wrażenie odniosłem kiedy przechodziliśmy dosyć wąską ulicą Mazowiecką. Kiedy grała orkiestra głos był uwięziony między ścianami. Myślałem że od bębna szyby wylecą z okien. To było niesamowite.

Kiedy doszliśmy w okolice Placu Zamkowego drogę zagrodził nam kordon milicji. Przez chwilę trwały jakieś negocjacje, poparte muzyką orkiestry. Następnego dnia Radio Wolna Europa podała że  Orkiestra z Garwolina z potężnym księdzem na czele pokonała zaporę oddziałów Zomo na Placu Zamkowym  w Warszawie.

 

Następnego dnia miała się odbyć Msza św. na koronie stadionu X-lecia. Wyruszyliśmy też chyba w takim samym składzie jak poprzedniego dnia. Tym razem nie dojechaliśmy w pobliże stadionu lecz zatrzymano autokary w Aninie. Tu mieliśmy wybór: skorzystać z komunikacji miejskiej która jeździła bardzo często albo iść piechotą. Oczywiście poszliśmy. Odległość do przejścia to jak później liczyłem to ok 10 km. Wydaje się że to blisko jadąc autobusem lub samochodem, ale na pieszo trochę w nogi weszło. Instrumenty muzyczne też mają swoją wielkość i wagę. Ja dźwigałem tylko aparat. Niestety pożytku z niego wielkiego nie było, ale chyba dla jednego zdjęcia orkiestry z rękami wzniesionymi w geście Wiktorii było warto. Inne wspomnienie to morze głów. Tylu ludzi w jednym miejscu nie widziałem nigdy wcześniej i chyba nigdy później. Staliśmy w okolicach przystanku tramwajowego przy dworcu stadion. Całe błonia pod stadionem wypełnione były ludźmi.

Od tamtych wydarzeń minęło już 30 lat. Niestety moja pamięć jest dosyć słaba i nie pamiętam już wszystkich szczegółów. Mam nadzieję, że moje wspomnienia i zdjęcia pobudzą kogoś do podzielenia się swoimi. Zapraszam do zamieszczenia ich w komentarzach.